Adwent to czas przyjścia

Adwent zazwyczaj kojarzy nam się z czasem oczekiwania. Nie masz pojęcia, skąd to się wzięło? Dlatego, że łacińskie adventus oznacza przyjście.

„Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!”

Przyglądając się uważnie Ewangelii wg. św. Marka, łatwo się zorientować, że jest to ostatnia nauka, którą Jezus skierował do swoich uczniów. Zdaje się do nich mówić: „Chłopaki, idę w daleką podróż i nie wrócę. Zostawiam wam świat, a wraz z nim obowiązki i role. Mam do was tylko jedną prośbę – otwórzcie drzwi, kiedy wrócę i zapukam.”

To jest genialna Ewangelia na początek Adwentu, bo pokazuje, o co dokładnie chodzi Jezusowi. Chce, abyśmy wpuścili go do serca, byśmy byli z nim blisko. Chce z nami zasiąść do stołu.

Niektórzy z Adwentu zrobili takie duchowe zmaganie, kiedy to obierają sobie różne cele np. niejedzenie słodyczy.

Szczerze? Jeżeli na czekoladowej abstynencji będzie opierało się wejście do nieba, to ja tam nigdy nie wejdę.

Jezus nie mówi do nas: „proszę was, jak przyjdę, to nie jedzcie cukierków”. Chce raczej, abyśmy na Niego czekali i otworzyli mu drzwi – byśmy byli gotowi przyjąć Go do serca.

o. Adam Szustak OP